"Kilometry Dobra" pomogą dzieciom

Zakończyła się akcja "Kilometry Dobra", w czasie której zbierano pieniądze na rzecz placówki "Nasz Dom" w Denkowie, prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi.

 

Mieszkańcy powiatu, instytucje, przedsiębiorcy aktywnie pomagali w "Kilometrach Dobra". Organizowano biegi, aukcje przedmiotów wykonanych przez podopiecznych, siostry wraz z wychowankami aktywnie uczestniczyły w wielu festynach w powiecie, zachęcając do wsparcia. Cel tego przedsięwzięcia był bardzo szczytny i ważny. Zbierano pieniądze na remont placówki numer 2, gdzie mieszka 14 dzieci.

- Udało się uzbierać 31236 złotych, co w przeliczeniu na metry układanych złotówek dało 709 metrów z kawałkiem. Pieniążki oczywiście nie wystarczą na wszystkie potrzeby, ale najpilniejsze uda się zrealizować. Musimy wyremontować łazienki w najstarszej części, gdzie kiedyś mieściła się przychodnia zdrowia. Konieczna jest wymiana instalacji, ponieważ zaczyna podmakać sufit. Żebyśmy mogli dostosować dom do zmieniających się wymogów przeciwpożarowych, potrzeba pół miliona złotych. Konieczne jest przemalowanie pokoi, wymienienie stolarki drzwiowej. Dla pełnego bezpieczeństwa trzeba zakupić kilka drzwi przeciwpożarowych i zamontować. A wiadomo, że to są spore wydatki- mówi siostra Elżbieta Kot, dyrektor placówek "Nasz Dom" w Denkowie.

Domy prowadzone już od ponad dziesięciu lat przez siostry zakonne zapewniają opiekę, kształcenie i wychowanie oraz zaspokajają niezbędne potrzeby. W placówce numer 1, która została w ubiegłym roku gruntownie wyremontowana, mieszka 16 wychowanków, w drugiej jest 14 dzieci w wieku od 3 do 19 lat.

- Zdecydowana część dzieci pochodzi z rodzin, które znalazły się w kryzysie. Bardzo często były niedostatecznie otoczone opieką przez rodziców. Część jest z interwencji policyjnej, bo ich życiu i zdrowiu zagrażało niebezpieczeństwo. Niewielka liczba dzieci musiała u nas zamieszkać, bowiem zmusiła je do tego sytuacja życiowa, czasem ktoś zachoruje, nie ma krewnych i trzeba zapewnić opiekę. Jednak większość pochodzi z rodzin z problemami, które najczęściej są objęte pomocą ośrodków pomocy społecznej- stwierdza siostra.

Placówka nie tylko opiekuje się dziećmi, stwarzając im prawdziwy dom. Dba również o ich rozwój emocjonalny i przystosowanie do życia w społeczeństwie. W przypadku dzieci skrzywdzonych jest to bardzo trudny proces, ale przynoszący wiele radości i satysfakcji.

- Trafiają do nas dzieci po różnych przejściach. Mają często bardzo bolesne przeżycia. Konieczna jest praca psychologa, wychowawców, pedagoga, aby odbudować zaufanie dziecka do dorosłych. Bardzo dużym kłopotem jest poczucie własnej wartości. Jest normalne, że człowiek zdobywa je, kiedy jest kochany, otoczony życzliwością. Jeżeli było inaczej, dziecko bardzo często czuje się niedowartościowane. I dlatego też nasza praca polega na tym, aby zmienić psychicznie dzieci, by w trudnej sytuacji poradziły sobie. Zachęcamy je do udziału w rajdach, do spotkań z ciekawymi ludźmi. Jeżeli jest to możliwe, to prowadzi się pracę z rodziną w kierunku powrotu dzieci. Jednak z tym bywa różnie. Zdarza się, że poprawa w rodzinie nastąpiła na bardzo krótki czas i dzieci wracają do pieczy zastępczej ponownie. To są najbardziej smutne przypadki. Ale mamy też i takie, że dzieci odwiedzają nas z rodzicami i jest wszystko dobrze- opowiada dyrektor Domu.

Siostra Elżbieta Kot dodaje, że między innymi akcja "Kilometry Dobra" chociaż kosztowała dużo wysiłku, była dobrą okazją, aby wychowankowie mieli okazję spotkać się z normalnymi, dobrymi wzorcami. Na przykład przygotowując aukcję w ramach kółka artystycznego, dzieci pomagały przy robieniu prac.

- Buduje to poczucie wartości, że mają wkład w remont tego domu; nawet najmniejszy. Myślę, że jest bardzo ważne- podkreśla siostra Elżbieta Kot.

G. Soboń


Drukuj