Marcin Wróbel: Doceńmy tych piłkarzy

Zimowa przerwa między rundami w piłkarskim sezonie to okazja do pierwszych podsumowań. To czas na analizę tego, co za nami i snucie planów na najbliższą przyszłość, czyli rundę rewanżową. O pierwsze wnioski pokusił się trener III-ligowego zespołu KP KSZO 1929 Ostrowiec Św. Marcin Wróbel.

 

Na wstępie podziękował sztabowi szkoleniowemu, któremu przewodził.

- To, co udało mi się zrobić w tej rundzie, nie byłoby możliwe bez pomocy mojego sztabu szkoleniowego. Podziękowania należą się Tomkowi Dymanowskiemu, Rafałowi Borkowi, Pawłowi Salwierzowi, Mateuszowi Głodkowi i oczywiście kierownikowi Andrzejowi Płatkowi. Muszę też wspomnieć o Waldku Domagale. Może nie był za bardzo widoczny, ale bardzo mi pomagał poprzez analizy poszczególnych meczy. Praca może niewidoczna, ale bardzo pożyteczna dla zespołu i dla mnie - mówi trener Wróbel.

Marcin Wróbel przejął ostrowieckiego III-ligowca w lipcu, zastępując na stanowisku trenera Przemysława Cecherza. Do KSZO, którego jest wychowankiem, przeniósł się z IV-ligowego zespołu Kamienna Brody.

- Nie ukrywajmy, nie byłem faworytem w wyścigu o posadę trenera KSZO, również wśród niektórych dziennikarzy i kibiców. Wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam. Dobrze mi się tutaj pracuje. Cieszę się, że w klubie jest taki trend, że dajemy grać swoim wychowankom, pracować swoim trenerom. Czasami trzeba spojrzeć przez pryzmat swojego podwórka i zaufać swoim ludziom, którzy zawsze z tym klubem byli - na dobre i na złe - mówi Marcin Wróbel.

Wychowankowie klubu dali jakość

Drużyna rodziła się w bólach. Odeszło wielu doświadczonych zawodników, którzy decydowali o obliczu zespołu w minionym sezonie. W ich miejsce ściągnięto głównie młodzież. Trener dał szansę piłkarzom, których dobrze znał, m.in. z drużyny z rocznika 1996, który prowadził wcześniej w KSZO w rozgrywkach młodzieżowych.

- Były trudne momenty, bo okres przygotowawczy nie przebiegał tak, jak byśmy sobie tego wszyscy życzyli. Po decyzjach personalnych miałem już jednak jakiś plan na tę drużynę. Najważniejszą sprawą było dogadanie się z zawodnikami i sztabem trenerskim. To się udało i od pierwszych treningów było widać, że jest pełne zaangażowanie i chęć współpracy. Rozpoczęliśmy sezon z kopyta, zdobyliśmy kilka punktów, co było tej drużynie potrzebne. Później trochę się to załamało i różne są tego powody. Złożyły się na to kontuzje, kartki. W pewnym momencie wypadł nam ze składu Damian Mężyk, który był ostoją naszej defensywy. Ktoś powie, że to tylko jeden zawodnik, ale on dawał tej drużynie bardzo dużo i jego strata była widoczna - ocenia Marcin Wróbel.

Szansę otrzymało też kilku piłkarzy, których inni skreślali. Pod komendą trenera Marcina Wróbla odżyli, odwdzięczając się za zaufanie dobrą postawą na boisku.

- Przed sezonem dochodziły mnie słuchy, że nic już nie będzie z Michała Grunta. Mówiono, że powinniśmy się go pozbyć. A ja uważam, że takim zawodnikom trzeba dać szansę i Michał swoją pracą, zapałem dał impuls całemu zespołowi, przede wszystkim młodym zawodnikom. Wiele pytajników było też w temacie Konrada Zacharskiego, który w poprzednim sezonie grał niewiele, ale on też sprostał pokładanym w nim nadziejom i był mocnym punktem naszej defensywy. Radek Kardas i Daniel Dybiec dawali dużo spokoju, opanowania i mądrej gry naszej linii obrony. Mógłbym tak mówić o każdym zawodniku mojego zespołu. To jest drużyna złożona z połączenia doświadczenia z młodością. Fajnie to wszystko się zgrało. Nie mamy się czego wstydzić - chwali swoich podopiecznych trener pomarańczowo - czarnych.

Bez kompleksów z potentatami ligi

Zbudowanie drużyny na bazie wychowanków klubu i zawodników mocno związanych z regionem powoduje, że ci w każdym meczu walczą od pierwszej do ostatniej minuty. Ambicją i zaangażowaniem często udawało się niwelować różnice czysto piłkarskie i skutecznie walczyć z potencjalnymi faworytami ligi.

- Jedyny mecz, który mi utkwił w pamięci, to mecz ze Stalą Kraśnik, w którym nie wychodziło nam nic i oddaliśmy go, przegrywając zasłużenie. We wszystkich pozostałych 16 meczach nie odstawaliśmy od rywala i nikt nas nie zdominował, bez względu na to, czy graliśmy w domu, czy na wyjeździe. Może przegraliśmy w Lublinie 0:2, ale byliśmy równorzędnym rywalem dla Motoru. Ze Stalą Rzeszów, z Hutnikiem Kraków, z Podhalem Nowy Targ, czyli z drużynami z czuba tabeli, graliśmy jak równy z równym - podkreśla z dumą trener Wróbel.

Dobra postawa zespołu cieszy trenera, ale też... napawa go obawą. Szkoleniowiec boi się, że po jego piłkarzy zgłoszą się kluby z większymi budżetami i osłabią KSZO przed rundą wiosenną.

- Cieszę się bardzo, że mam możliwość pracować z taką grupą zawodników, którzy pokazują nie tylko umiejętności, ale oddają też serce na boisku. Apeluje, by ich docenić, bo nie jest to drużyna, która zarabia kokosy. Jeśli chodzi o zarobki, to plasujemy się gdzieś w dolnych rejonach tabeli. Możemy się za chwilę obudzić z ręką w nocniku. Jeśli kilku z nich otrzyma propozycję z wyższych lig, jeśli odpadnie nam 2-3 zawodników, to będziemy musieli zaczynać budowę zespołu od zera. Kiedy, jeśli nie teraz mówić o takich sprawach. Doceńmy tych zawodników i stwórzmy im troszeczkę lepsze warunki, by nie myśleli o szukaniu sobie czegoś innego - zaapelował trener KSZO. I dodał jednocześnie, że jeśli uda się utrzymać tę drużynę lub jeszcze wzmocnić, to kibice wiosną mogą mieć wiele powodów do radości.

- Nasza gra może być jeszcze lepsza. Z ust prezesa nie padła jeszcze deklaracja, że zostaję na swoim stanowisku na rundę rewanżową, ale jeśli tak będzie, to mogę obiecać, że dalej będę stawiał na młodzież, na wychowanków. Będziemy starać się uzupełniać tę drużynę, ale rewolucji kadrowej nie będzie. W tej chwili mamy roztrenowanie, które potrwa do 10 grudnia. Przygotowania do rundy wiosennej zaczynamy 7 stycznia - kończy Marcin Wróbel.

J. Słodkiewicz


Drukuj